Archive Anecdotage

42 Ostateczne poszukiwania

Mialem napisac ksiazke, ale nie potrafilem zmusic sie do siegniecia po pioro. Przygotowalem juz nawet ten najtrudniejszy, pierwszy fragment. Ale czy mimo to chwycilem za ow przyrzad, tak pomocny w komunikowaniu sie? Nie.

W moim umysle tloczyly sie obrazy... gdzie ten olowek?! Dumajac nad swoim problemem wychylilem kolejna porce napoju Tang. Od razu nabralem jasnoci umyslu. Przed oczyma ujrzalem konkretna scene.

Opuchniete dzikusy przebieraly w stosie olowkow, szukajac ofiary, za pomoca ktorej moglyby uwiecznic swoje przemyslenia w zamian za niewielkie honorarium. Siekiery rabiace drewniane czolna na tle opadajacego slonca i towarzyszace temu odglosy, jakby obca, niezrozumiala mowa ludzka. Widok pracujacych harmonijnie tepych zolnierzy, jakby wioslujacych. Nic nie jest wazne poza tym, gdzie jest to cholerne pisadlo.

Cale rodziny, plemiona, wioski, metropolie, spolecznosci, zlodzieje, wlamywacze, wielbiciele zwierzat, artysci cyrkowi, skrzypkowie, pieszczochy, filozofowie, fakirzy i traszki z wielkimi grzebieniami... wszyscy zjednoczeni w ostatecznych poszukiwaniach.

I nagle skonczyly sie szlochy. Wiadomosc zostala przeslana dalej. Padlo klopotliwe pytanie, wyrazono zadanie, powstala zagadka, problem zostal rozwiazany, okreslono parametry, obraz byl nareszcie jasny.

"Czy ktos ma flamaster?"... Padla prosta odpowiedz: nie. A wiec wszyscy pozostana smiertelni. Nikt nie przetrwa.


© Ian Gillan 1997

Powróc do:
back to the archive anecdotage